To bardzo unikalne i osobiste doświadczenie. Utrata kogoś bliskiego to w moim odczuciu i doświadczeniu najtrudniejsza forma żałoby. Ta strata potocznie kojarzona jest ze smutkiem, bólem fizycznym i psychicznym, cierpieniem oraz niczym nie dającą się wypełnić pustką.
Słowo „strata” bardzo mocno mówi o braku … ten „brak” jest trochę jak za ciasny but… on jakoś tak uwiera i powoduje, że odczuwa się przy nim dyskomfort.
Dotychczas nie znaleziono „najlepszego” sposobu na przeżywanie żałoby po stracie kogoś bliskiego. I nie zanosi się na to, by taki uniwersalny sposób kiedykolwiek zaistniał. A to dlatego, że każdy człowiek jest inny i posiada różne strategie radzenia sobie ze stresem i z emocjami, z którymi być może nigdy nie chciałby się spotkać, a tym bardziej ich przeżywać.
Moje doświadczenie hospicyjne podpowiada, iż bardzo ważną rolę dla osób w okresie pożegnania pełni przede wszystkim obecność drugiego człowieka oraz aspekt duchowy.
Człowiek jest istotą społeczną i to towarzyszenie w ostatniej drodze jest niezwykle ważne. Kontakt z drugim człowiekiem, który już przestaje być w fazie „oczekiwań” a jest w potrzebie „obecności”, a także ta przestrzeń duchowa, która w wielu znanych mi sytuacjach „uaktywniła się” właśnie na łożu śmierci, mimo że przez całe swoje dotychczasowe życie niektóre z osób, którym miałam przyjemność towarzyszyć, deklarowały się jako osoby nieuznające szeroko pojętego „świata duchowego”, to istotne elementy służące uśnieżeniu bólu związanego z rozstaniem i stratą.
U osób w terminalnej fazie choroby, którą należy rozumieć jako zbliżającą się ku końcowej fazie życia, gdzie wysoko zaawansowane stadium choroby powoduje, iż nie oczekuje się poprawy stanu zdrowia fizycznego, bo leczenie okazuje się nieskuteczne, komfort życia w głównej mierze zależy od rodzaju choroby i podjętego leczenia objawowego, ale również od środowiska, w którym spędzają one ostatnie chwile życia. Ból fizyczny zwalczany jest w miarę możliwości stosownymi środkami przeciwbólowymi, natomiast na komfort zdrowia psychicznego można wpływać poprzez towarzyszenie i bycie obecnym.
Bardzo częstym zjawiskiem u osób w terminalnej fazie choroby są analizy dotychczasowego sposobu życia i obawy związane z tym, co dalej? Osoba doświadczająca tego etapu życia dokonuje podsumowań. A „duchowy wymiar” ludzkiej egzystencji osobom, które wierzą w jego istnienie i doświadczają choroby w fazie terminalnej daje poczucie uspokojenia, a może nawet ukojenia i możliwość łatwiejszego pogodzenia się z tym, co dla nas żyjących kryje się pod pojęciem „nieznane”.
Niemiej jednak to pogodzenie niejednokrotnie mieszało się z rozpaczą, bezsilnością, rozgoryczeniem i żalem rodziny, które nie były przygotowane na taki rozwój zdarzeń i osamotnienie po odejściu bliskich i kochanych osób. Takie doświadczenie śmierci, a jednocześnie straty może być jak emocjonalne „tsunami”, gdzie w zgliszczach życia, doświadczając cierpienia z powodu straty i osamotnienia, nie pozostaje nic innego jak zacząć budować życie od nowa. I tu ponownie istotną rolę ogrywa obecność, która jest bardzo subtelną, ale jakże potrzebną formą wsparcia.
Podobnie jak w przypadku osób doświadczających chorób terminalnych, także dla ich rodzin ta wizja śmierci i doświadczenie utraty przyczyniają się do tego, iż cały system dotychczas wyznawanych wartości, uznawanych za kluczowe w życiu może wywrócić się do góry nogami.
Dlaczego tak się dzieje? Być może dlatego, że są to sytuacje, które wymagają odwrócenia uwagi od przyziemnych spraw i przeanalizowania swojego życia, a także zastanowienia się …
Wiejska 5, Kraków
31-462